Latem ubieram się tak prosto, że nie wiem, czy można to jeszcze nazwać modą. W zasadzie wystarczy mi ulubiona sukienka (a tych mam kilka), koszyk, skórzane klapki. Wszędzie te same dodatki, biała koszula na milion sposobów, sprawdzone materiały i klasyczne kolory. Dla jednych nuda, dla mnie wygoda, która pozwala mi na poświęcenie minimum czasu przed lustrem i godne znoszenie upałów. Jeśli masz ochotę zainspirować się taką comfort fashion, zapraszam na krótki przegląd moich ulubionych letnich looków.
Biała koszula odkryta na nowo


W te wakacje odmieniałam białą lnianą koszulę przez wszystkie przypadki. Zapięta, luźno narzucona, zawiązana, wkasana. Do spodni, spodenek, narzucona na kombinezon. W pracy, w parku i na wsi. Postawiłam na jeden nowy klasyczny model z Massimo Dutti (na zdjęciach powyżej) i posiłkowałam się tym, co już w szafie: obszerną koszulą z doskonałej jakości lnu Made in Italy – kupioną za kilka złotych w second handzie dwa lata temu, miękką, bawełnianą koszulą z HM i jednym niebieskim modelem z cieniusieńkiej bawełny, który mam w szafie od lat.


Lato jest stworzone dla sukienek


Uwielbiam sukienki, zwłaszcza latem. Zakładam jedną część garderoby, wkładam buty, łapię koszyk i jestem gotowa. Żałuję, że część sukienek – tych z poprzedniego roku, czyli po urodzeniu dziecka i tych sprzed ciąży – nie leży już na mnie tak dobrze, jak wcześniej. Kupowanie nowych ubrań w tym czasie to trudny temat i warto podejść do niego z rozwagą.
W tym roku uzupełniłam więc swoją garderobę o wiskozową, kopertową sukienkę z Mohito. Bardzo lubię ten krój i przez ostatnie dwa miesiące nosiłam ją naprawdę często. Z nowości, przybyła mi też długa czarna sukienka z mieszkanki wiskozy i lnu z Sinsay i granatowa szmizjerka w kwiaty z second handu.


Z racji wieku i zużycia żegnam się już powoli z moimi ulubionymi sukienkami z poprzednich sezonów. W beżowej zrobiła się pokaźnych rozmiarów dziura (m.in. dlatego zrezygnowałam z zakupów w Shein), a moja ulubiona biała koszulowa sukienka ma już drobne plamki, których już nie sposób wywabić. Będę szukała dla nich alternatyw.


Ponadczasowa klasyka
,,Buy less. Choose well. Make it last.” – powiedziała Vivienne Westwood i jest to podejście do mody, które towarzyszy mi już od jakiegoś czasu. Wiele z ubrań mam w szafie latami, noszę je często i dobrze mi służą – są to rzeczy o klasycznych krojach, dobrych materiałach i odpowiednio do mnie dopasowane, zarówno pod względem stylu, jak i sylwetki. Co ciekawe, znakomitą większość z nich kupiłam w Second Handach za grosze.


Niestety, mimo najszerszych chęci, nie zawsze kupuję ubrania, które zostają ze mną na długo. Kiepskie wybory w sieciówkach, materiały niezgodne z opisem producenta, zmieniająca się sylwetka – niektóre czynniki staram się ograniczyć, innych po prostu się nie da. Dlatego myślę, że we wszystkim należy zachować umiar. Zarówno w zakupach, jak i wymaganiach wobec siebie i świata. I przede wszystkim, dbać o to, co już mamy w swoich szafach – to najbardziej ekologiczne i ekonomiczne podejście.


Co o tym myślicie? Dajcie znać!
– Ania
Odwiedź mnie także na Instagramie:


Dodaj komentarz