Ostatnio w mojej pielęgnacji królował minimalizm – trochę za sprawą zmęczenia materiału, jakim była wcześniejsza duża ilość testowanych kosmetyków, a przede wszystkim ze względu na brak czasu – przy około rocznym dziecku niewiele jeszcze mogłam zrobić bez asysty 😏 Teraz jednak zamierzam wrócić do kilku sprawdzonych kosmetyków i marek, choć oczywiście niektóre elementy mojej pielęgnacji zostają ze mną i w nowym roku. Do jakich kosmetyków wrócę z chęcią i przyjemnością?
Serum z witaminą C

Serum z 15% stężeniem witaminy C (L-Ascorbic acid) i kwasem ferulowym bardzo ładnie poradziło sobie w zeszłym roku z moimi przebarwieniami po ciąży. Choć brązowe serum na przebarwienia z tej samej marki jest w tym zdecydowanie lepsze (i bardzo je polecam!), to nie mogę go jeszcze używać ze względu na karmienie piersią. Niemniej jednak wiosną chętnie wrócę do stosowania niebieskiego serum z witaminą C, codziennie rano, pod krem z filtrem, bo ładnie wycisza zaczerwienienia, nawilża i poprawia elastyczność skóry.
Jeśli chodzi o markę Basiclab i ich sera z witaminą C, to używałam też serum zielonego z 15% 3-O-Ethyl Ascorbic Acid i różowego z 10% Ascorbyl Glucoside, ale u mnie najlepiej sprawdziło się właśnie to niebieskie (uwaga, może podrażniać!). Wybrałam je wypełniając quiz na stronie producenta: https://basiclab.shop/blog/swiadomie-o-pielegnacji/witamina-c-sprawdz-ktore-serum-wybrac – polecam!

SPF 50, czyli wysoka ochrona przeciwsłoneczna na co dzień

w zeszłym roku i bardzo się polubiliśmy
Wiem, że powinnam używać takich kremów cały rok i pewnie to źle, że tego nie robię, ale nie czuję takiej potrzeby zimą. Promieniowanie UV od listopada do marca w naszym klimacie jest niewielkie, najczęściej mamy pełne zachmurzenie, a słoneczne dni można policzyć na palcach. Dzień trwa zaledwie kilka godzin, a ja nie spędzam na zewnątrz więcej niż 10 minut (może za wyjątkiem rzadkich ostatnio spacerów) – smutne, ale prawdziwe. Ważniejsze jednak byłoby nakładanie w tym czasie kremów chroniących przed promieniowaniem niebieskim, czyli tym pochodzącym z ekranów. Promieniowanie niebieskie (HEV) rozkłada kolagen i może prowadzić do powstawania przebarwień, a tego nie chcemy (cóż, przynajmniej ja nie chcę).
Na szczęście mam już jeden dobry, wypróbowany krem, który zapewnia szerokopasmową ochronę. Sun Aloe to emulsja od Lirene z SPF 50, którą poznałam za sprawą współpracy z marką i od razu ją polubiłam. Jej skład opiera się na wodzie aloesowej – jest lekka, nie bieli, nie klei się na twarzy, ani nie świeci, chociaż potrzebuje kilku minut, żeby dobrze się wchłonąć. Ładnie nawilża i jest komfortowa pod makijażem. Najważniejsze jednak, że zapewnia skuteczną, wysoką ochronę przed promieniowaniem UVA, UVB, IR i HEV. Na pewno sięgnę po nią wczesną wiosną.
Olejki do ciała

Kiedyś często używałam olejków do ciała – ostatnio odsunęłam je w kąt na rzecz szybko wchłaniających się balsamów. Regenerujący eliksir do ciała od Mokosh Cosmetics przypomniał mi jednak, za co lubiłam olejki. Eliksir o pięknym szarlotkowym zapachu jabłka z cynamonem udało mi się kupić na wyprzedaży zestawów prezentowych w Rossmannie – razem z nawilżącym balsamem do ciała o tym samym zapachu kosztowały ok. 50 zł, więc uznałam, że to świetna okazja wypróbować kosmetyki marki, o której już od dawna słyszę wiele dobrego.
Eliksir jest mieszaniną olejów: ze słodkich migdałów, z kiełków pszenicy, z pestek jabłka, jojoba, arganowego i słonecznikowego. Zawiera też ekstrakt z kory cynamonowca i witaminę E. Kosmetyk pięknie otula skórę, dogłębnie ją regeneruje i uelastycznia, dając uczucie miękkości i gładkości, jakiego nie zapewni nam raczej żadna formuła kremu czy balsamu. Fakt, że trzeba poświęcić kilka minut więcej na aplikację i wchłonięcie się olejku (w porównaniu do balsamów właśnie), ale jest to cena, którą mogę zapłacić widząc, jak moja zmęczona ostatnimi ciążowymi i pociążowymi wahaniami wagi skóra nareszcie odżywa.

z cynamonem od Mokosh – warty grzechu!
Innym olejkiem, który mogę polecić jest olej z pestek winogron od NaturalME. Lubiłam używać go latem na skórę wysuszoną wakacyjnym słońcem. Kosztuje ok. 20 zł za 50 ml i można znaleźć go np. w SuperPharm.
Kosmetyki polskiej marki D’ALCHEMY

Kosmetyki D’alchemy poznałam 2 lata temu i od razu się w nich zakochałam. To marka powstała z fascynacji naturą wykorzystująca nowoczesne technologie do jak najlepszego wykorzystania surowców, aby zachowywały wszystkie swoje cudowne właściwości. D’alchemy używa składników organicznych, korzysta z wiedzy o aromaterapii i z najnowszych badań o biowitalności. Nie znajdziemy tu parabenów, silikonów, SLSów, ani innych substancji, które mogą być szkodliwe dla człowieka.
Używałam serum olejowego Intense Skin Repair Oil do skóry suchej, dojrzałej i odwodnionej, który pięknie wygładzał, regenerował i koił, fantastycznego peelingu mechanicznego Natural Microdermabrasion Peel , żelu do mycia twarzy Puryfying Facial Cleanser i przeciwstarzeniowego kremu Loss of Elasticity Skin Renewer, a w ubiegłym roku także kremu pod oczu Age-Delay Eye Concentrate. I chociaż ceny kosmetyków są wysokie, to ich formuły bardzo wydajne, więc wystarczają na długo, a działają jak marzenie. Pachną naturalnymi olejkami eterycznymi, a ich aplikacja to prawdziwa przyjemność, która zamienia się w domowy rytuał.
Jeszcze nie zdecydowałam się, który kosmetyk wybiorę dla siebie w tym roku. Mam ochotę wrócić do olejowego serum lub wypróbować któryś z kremów do twarzy.

Znacie któryś z powyższych kosmetyków lub marek? Jeśli nie, to gorąco polecam zerknąć na ich ofertę, a jeśli będzie okazja, skorzystać z próbek lub testerów 😊
Zmieniacie swoją pielęgnację ze względu na porę roku czy dostosowujecie ją na bieżąco? A może macie swoje stałe, całoroczne przyzwyczajenia? Dajcie znać!
– Ania
Odwiedź mnie także na Instagramie:
Jeśli macie ochotę zobaczyć, co u mnie słychać zapraszam na mój Instagram: http://www.instagram.com/silamalychrzeczy


Dodaj komentarz